Agnieszka Łyp Chmielewska

adwokat

Z zawodu jestem prawnikiem, a z pasji hodowcą, czynnym zawodnikiem agility, miłośnikiem rasy corgi. Kancelarię adwokacką prowadzę w Dąbrowie Górniczej przy ul. Sienkiewicza 14...
[Więcej >>>]

Potrzebujesz porady lub umowy? +48 799 030 205

Nie wiem czy wiecie, ale w okresie covid powstało wiele nowych hodowli. W mojej ocenie powstały one dlatego, że wielu ludzi pomyślało sobie, że to jest „dobry biznes”.

Wiele  osób, które się wzięło za hodowanie nie miało o tym pojęcia. Dlatego w okresie pandemii i krótko po mieliśmy wysyp zapytań pt. – kupiłem psa ale umarł po 4 dniach bo miał parwowirozę albo kupiłem psa i leczyłem go na pasożyty przez 5 miesięcy – co mam zrobić.

Dlatego postanowiłam nakreślić zasady odpowiedzialności za tego typu schorzenia u psów. Wiecie co ma tutaj największe znaczenie? Czas od wydania z hodowli, ale o tym poniżej.

Mój pies ma parwowiroze, mój pies ma pasożyty

Generalnie bardzo często czytam maile od nabywców z zapytaniem – jakie mam uprawnienia jeśli kupiłem psa z hodowli z parwowirozą lub pasożytami?

W przypadku parwowirozy sytuacja jest dość prosta – najważniejszy jest czas pomiędzy wykryciem choroby a wydaniem z hodowli. Z opinii biegłych lekarzy weterynarii jakimi dysponujemy w Kancelarii wynika, że okres rozwoju to pomiędzy 7-14 dni. Stąd jeśli w niedługim okresie po wydania z hodowli wykryta zostaje parwowiroza nabywca w pełni może skorzystać z uprawnień z rękojmi. Najlepiej jest dysponować wynikiem z badań krwi potwierdzającym chorobę a nie testem płytkowym.

W przypadku pasożytów – tutaj również ważny jest czasookres od wydania z hodowli. W przypadku pasożytów zalecamy aby zawsze nabywca dysponował opinią lekarza weterynarii o ich rozwoju stadialnym – to ułatwi odpowiedz na pytanie czy pies zaraził się pasożytami w hodowli i został już z nimi wydany czy też nie.

Pamiętać również należy, że jeśli nabywca jest konsumentem to przysługuje mu domniemanie określone w kodeksie cywilnym – o którym więcej poczytasz we wpisie – Pierwszy rok po sprzedaży psa

Odpowiedzialność hodowcy

Zgodnie z zasadami rękojmi hodowca jako sprzedający będzie ponosił odpowiedzialność za choroby, które istniały w chwili wydania. Dlatego tak ważny jest czas od chwili wydania psa z hodowli do czasu pojawienia się choroby, jej wykrycia.

O zasadach odpowiedzialności i uprawnieniach poczytacie we wpisie – Czy hodowca odpowiada za wszystko? Kilka słów o rękojmi w wersji 2.0

***

Taki krótki wpis, ale myślę, że rozwieję on wiele wątpliwości.

Jeśli masz inne pytania napisz do nas – Kontakt

Kochani,

wrzucam Wam tą informację jako ciekawostkę – https://kociparagraf.pl/kot-jako-gatunek-obcy-pismo-z-ministerstwa-srodowiska-i-klimatu/

Dziś otrzymałam z Ministerstwa Środowiska i Klimatu stanowisko co do wykładni przepisów dla kota domowego jako gatunku obcego 🙂

Więcej w linku powyżej.

Czy są jakieś konsekwencję dla osób wypuszczających koty/psy bez nadzoru?

Jednak nie można zapominać, że obecnie obowiązują przepisy związane z pozostawianiem zwierząt bez nadzoru.

I tak:

  1. możemy ponosić odpowiedzialność z art. 77 kodeksu wykroczeń – § 1. Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1000 złotych albo karze nagany.§ 2. Kto dopuszcza się czynu określonego w § 1 przy trzymaniu zwierzęcia, które swoim zachowaniem stwarza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia człowieka podlega karze ograniczenia wolności, grzywny albo karze nagany.
  2. możemy ponosić odpowiedzialność odszkodowawczą przewidzianą w kodeksie cywilnym jeśli kot/pies wyrządzi szkodę – art. 431 k.c. –§ 1. Kto zwierzę chowa albo się nim posługuje, obowiązany jest do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody niezależnie od tego, czy było pod jego nadzorem, czy też zabłąkało się lub uciekło, chyba że ani on, ani osoba, za którą ponosi odpowiedzialność, nie ponoszą winy.§ 2. Chociażby osoba, która zwierzę chowa lub się nim posługuje, nie była odpowiedzialna według przepisów paragrafu poprzedzającego, poszkodowany może od niej żądać całkowitego lub częściowego naprawienia szkody, jeżeli z okoliczności, a zwłaszcza z porównania stanu majątkowego poszkodowanego i tej osoby, wynika, że wymagają tego zasady współżycia społecznego.
Przyjdzie jeszcze czas na rozwinięcie ww. odpowiedzialności we wpisach.

Zbiórka internetowa na leczenie psa a rękojmia

Agnieszka Łyp-Chmielewska19 lipca 2022Komentarze (0)

Ten temat chodził mi bardzo długo po głowie. Jakoś tylko ciągle nie było czasu na jego napisanie. Dziś postanowiłam, że odpocznę od pisania umów i pism i zrobię wpis na bloga właśnie o internetowych zrzutkach na leczenie chorego psa.

Opowiem wam historię pewnej zrzutki internetowej

Wiem, że wielu z Was lubi czytać historię z „życia wzięte” – i właśnie ta taka będzie. Hodowca sprzedaje psa – w chwili sprzedaży pies nie wykazuje objawów żadnej choroby. Po czasie oczywiście nabywca diagnozuje mu milion schorzeń – m.in. problemy z tarczycą. Jak się okazuje w trakcie kontaktów na linii hodowca- nabywca w związku z chorobą tarczyc pies jest leczony na wiele innych kwestii – co ważne w tym przypadku – hodowca nigdy nie dostaje dokumentacji medycznej! Następnie nabywca obwiniając hodowcę o wszystkie te schorzenia – które nigdy w korespondencji z hodowcą nie zostały skonkretyzowane – oświadcza, że leczenie psa będzie wynosiło grube tysiące i hodowca ma w tym partycypować. Hodowca nie wyraża na to zgody – w końcu nie widział żadnej dokumentacji medycznej potwierdzającej jakiekolwiek schorzenie.

Co robi nasz nabywca – ogłasza zrzutkę w mediach społecznościowych na leczenie psa. W trakcie zrzutki (której opis wskazuje na ogrom cierpienia psa, bezduszność hodowcy itp.) dochodzi do zebrania określonej kwoty pieniążków. Jednak z czasem osoby, które wpłaciły na ową zrzutkę zaczynają domagać się od  potwierdzenia leczenia, dokumentacji medycznej itp. Ta jednak nie zostaje przesłana a zrzutka zamknięta.

Dla ciekawostki – kilka miesięcy po zamknięciu zrzutki w mediach społecznościowych nabywcy można oglądać zdjęcia psa który pokonuje kilometry w górach 🙂

No dobra fajnie się poczytało, ale przejdźmy teraz do konkretów prawnych przy zbiórkach i co one znaczą dla hodowców. 

Zbiórka na leczenie psa a rękojmia

Nie będę się tutaj rozpisywać o zasadach rękojmi – doczytać możecie m.in. Czy hodowca odpowiada za wszystko? Kilka słów o rękojmi w wersji 2.0

Zasadą jest, że nabywca może domagać się kosztów leczenia związanych z wadą. Oczywiście mam tutaj na myśli wady, za które odpowiedzialność ponosi hodowca w oparciu o rękojmie – czyli m.in. wady wrodzone czy też genetyczne.

Odpowiedzialność z tytułu rękojmi jest niczym innym jak odpowiedzialnością o charakterze odszkodowawczym – opartą o przepisy szczególne – czyli te dotyczące rękojmi.

Co to oznacza zapytacie?

Oznacza, że hodowca który będzie ponosił odpowiedzialność z tytułu rękojmi odpowiadać tylko i wyłącznie za kwoty, które rzeczywiście zostały poniesione przez nabywcę a nie takie które zostały pokryte przez zbiórkę.

Nabywca może domagać się tylko i wyłącznie kwot, które SAM poniósł z własnego majątku – na tym polega naprawienie szkody 🙂

Dla jasności pokaże wam to na przykładzie:

Koszty leczenia psa to kwota 10 000 zł

Nabywca na zbiórce uzyskał kwotę 5 000 zł

Może on domagać się od hodowcy kosztów leczenia tylko w wysokości jakie realnie on poniósł, czyli w kwocie 5 000 zł.

Co powinien zrobić hodowca w obliczu zbiórki na leczenie psa

Hodowca w takim wypadku powinien udokumentować przebieg zbiórki. Jeśli zbiórka jest robiona za pośrednictwem jednego z portali to widać jest jaka kwota została zebrana. Pomocne będzie to przy ewentualnym procesie z tytułu rękojmi – aby wykazać, że nabywca nie poniósł osobiście wszystkich wydatków i zorganizował właśnie takową zrzutkę.

Najlepiej oczywiście jest to zrobić za pomocą screenów – pamiętajcie, aby na screenach zawsze widoczna była data dzienna kiedy zostały wykonane.

Zasady odszkodowawcze w tym przypadku są podobne jak przy ubezpieczaniu psów – nabywca nie może od hodowcy żądać kosztów których sam nie poniósł – więcej możesz przeczytać we wpisie – Ubezpieczenie szczeniaka a odpowiedzialność z tytułu rękojmi

 

 

Niedawno miałam przyjemność prowadzenia zajęć z prawa dla grupy adeptów przygotowujących się do wykonywania zawodu dietetyków zwierzęcych. Po zajęciach nasunęło mi się kilka myśli – między innymi ta, że dietetyka zwierzęca obecnie jest bardzo popularną usługą w świecie właścicieli psów i kotów.

Jednak czy Ktoś z was zastanawiał się kiedyś nad stroną prawną tejże usługi? Zapewne nie 😛 Dlatego macie mnie – ponieważ ja się nad tym zastanawiałam. Kilka moich uwag znajdziecie poniżej.

Dietetyk zwierzęcy a prawo

Usługa polegająca na usłudze dietetycznej dla psa czy kota jest niczym innym jak umową tzw. starannego działania. Dietetyk nie odpowiada za efekt, a zobowiązuje się według swojej najlepszej wiedzy sporządzić odpowiednią dietę dla pupila.

Oczywiście dietetyk będzie ponosił odpowiedzialność odszkodowawczą jeśli na skutek jego działań dojdzie do wyrządzenia jakiejś szkody – jednak to należałby jednoznacznie udowodnić.

Uważam również, że dietetycy prowadzący swoją działalność gospodarczą powinni posługiwać się umowami – masz pytania w tej kwestii napisz do nas Kontakt

Wywiad z Agnieszką Cholewiak-Góralczyk „Surowe kotki i psy”

Zaciekawiona tematem dietetyki zwierzęcej postanowiłam zadać kilka Pytań Adze z Surowych kotków i psów. No to miłej lekturki 🙂

JA: Bardzo Ci dziękuje, że znalazłaś dla mnie chwilę. Zacznijmy od zagadnień prawnych, w końcu są to blogi prawnicze „śmiech”.

Obecnie każdy może zostać dietetykiem zwierzęcym kończąc weekendowy kurs – jakie jest twoje zdanie na ten temat?

Agnieszka Cholewiak-Góralczyk (dalej: ACHG): Ba! Nie trzeba kończyć żadnego kursu – każdy może się tak nazwać. Śmieszy mnie pycha niektórych ludzi jeśli mam być szczera, że uważają że sobie poradzą bez włożenia odpowiedniego wysiłku w pracę nad swoją edukacją. Wiele takich osób tak szybko jak się szumnie ogłasza dietetykiem od psów i kotów tak szybko znika z rynku. To trudna robota, wymaga dużo liczenia, analizowania, czytania, doszkalania. Z wielu dziedzin. Nie ma tygodnia, żeby nie trafiały do mnie osoby po kontakcie z takim dietetykiem, który nawet nie potrafi policzyć, ile kalorii potrzebuje zwierzę, albo dla odchudzającego się kota zaleca dietę z boczkiem wieprzowym, która o 1/3 przekracza zapotrzebowanie energetyczne otyłego zwierzaka.

Ja: Czy w twojej ocenie zawód dietetyka zwierzęcego powinien być uregulowany prawnie?

 ACHG: To wszystko zależy od tego jak miałyby te regulacje prawne wyglądać. Zawód behawiorysty nie jest do tej pory uregulowany, a regulacja zawodu zoopsychologa jest mówiąc szczerze niewymagająca niczego. Więc jak ma to tak wyglądać to i tak to niczego nie zmieni. Z tego powodu powstał kierunek Dietetyka psów i kotów w Warszawie pod moim i Katarzyny Towalewskiej nadzorem – aby uczyć dobrych praktyk i budować społeczność przez osoby doświadczone, społeczność która sama będzie się kontrolować i reagować na patologię w swoim środowisku. Moim zdaniem jest to kluczowe oraz budowanie świadomości klientów, że to że ktoś się nazywa dietetykiem nie oznacza, że nim jest. Tak samo jak z zawodem behawiorysty. Rynek weryfikuje.

Ja: Teraz pytanie z mojej branży – czy uważasz, że wiedza prawna dietetyków zwierzęcych o wykonywanym przez nich zawodzie jest wystarczająca?

ACHG: Moja i moich uczniów dzięki Tobie myślę, że tak *śmiech*. Każdy kto poważnie zajmuje się tym tematem powinien wiedzieć, jak to wygląda od strony prawnej. Jeśli tego nie wie – jest naiwny i zdecydowanie nie przystosowany do tej działalności.

Ja: Bardzo lubię tematykę umów. Przygotowałam wiele umów dla Twoich studentów „śmiech”, ale czy z twojej wiedzy wynika aby dietetycy zwierzęcy w swoich praktykach stosowali umowy pisemne z klientami o świadczenie usługi?

ACHG: Raczej nie jest to rozpowszechniona praktyka, przynajmniej ja się nie spotkałam z tym.

Ja: Dietetyków nie obejmuje tajemnica zawodowa zgodnie z ustawą o zawodzie lekarza weterynarii, ponieważ pod tą ustawe nie podlegają, ale czy twoim zdaniem dietetyka zwierzęcego – nie pracującego w zakładzie leczniczym dla zwierząt – powinna obejmować tajemnica związana z pacjentami?

ACHG: Tak! Zdecydowanie. Pacjent to pacjent – nie można tego pomijać nigdzie.

JA: Odnośnie kwestii pranych i związanych z wykonywaniem zawodu dietetyka – czy będąc dietetykiem zwierzęcym spotkałaś się z hejtem w mediach społecznościowych? A jeśli tak to czy wiedziałaś jak sobie z nim poradzić?

ACHG: *śmiech* Siedzę w mediach społecznościowych od wielu, wielu lat. Jasne, że się spotkałam. Ja się już nie bawię w dyskusje z hejterami. Dostają jedno ostrzeżenie że w przypadku niezaprzestania hejtu sprawę przekierowuje do prawnika, a potem cóż – pismo od prawnika. Ludziom się wydaje, że są anonimowi w internecie, że mogą oczerniać i obmawiać. Nie wiedzą, że mogą z takiej głupoty być wiele lat ciągani po sądach a potem płacić, płacić, płacić….

Ja: To teraz Aga trochę pytań z „innej beczki”, czyli kilka zdań o Tobie i twoich wyborach zawodowych. Co skłoniło cię do zastania dietetykiem zwierzęcym?

ACHG: Moje własne zwierzęta i to, że nie wyobrażam sobie aby nie miały wszystkiego co najlepsze. Kocham je i są moją rodziną. Także – z potrzeby własnej, ale jak już zaczęłam się zagłębiać w ten temat to nie mogłam przestać i nie mogę przestać do tej pory….

Ja: Skąd na początku swojej kariery czerpałaś wiedzę i doświadczenie?

ACHG: Kursy weterynaryjne, zagraniczne publikacje i artykuły. Książki przeznaczone dla lekarzy weterynarii. Wszystko co wpadło mi w ręce na ten temat było pochłaniane.

JA: Dlaczego akurat zajęłaś się dietą BARF?

ACHG: To dość proste – uważam, że im mniej przetworzone pożywienie tym lepiej. Jak w ludzkim żywieniu – mamy zalecone, żeby jeść zdrowe, świeże produkty najwyższej jakości na jaką nas stać także z jakiego powodu miałoby być inaczej w przypadku zwierząt? Dlaczego one mają jeść produkty wysoko przetworzone i jaka logika stoi za tym, że to miałoby być dla nich najlepsze?

Ja: To na koniec – co twoim zdaniem powinni wiedzieć młodzi dietetycy wchodzący na rynek usług dla zwierząt?

ACHG: Że swoimi błędami mogą przyczynić się do śmierci zwierzęcia. Że ja i moja Fundacja Surowe Kotki i Psy jesteśmy aby udzielić porady gdzie i jak się szkolić ale jesteśmy też by patrzeć im na ręce.

Ja: Bardzo Ci dziękuje za poświęcony Mi czas 🙂 

*****

To taka miła lektura na koniec tygodnia 🙂

Kochani,

dziś nie będzie w temacie psów – dziś będzie o kotach – bo jest burza w Internrtach o tym, że kot domowy jest gatunkiem obcym/inwazyjnym w Polsce.

Wielu z was hoduje również koty więc temat wydaje się ważny.

Kot domowy nie jest gatunkiem obcym w rozumieniu ustawy!

Więcej poczytacie – https://kociparagraf.pl/wiele-halasu-o-nic-czyli-jak-to-jest-z-tym-kotem-domowym-jako-gatunkiem-inwazyjnym-obcym-w-polsce/

 

Możecie pobrać grafikę do udostępniania dalej 🙂